Coś się kończy, coś zaczyna...

25-11-2016
W tym roku świętowaliśmy 10 lecie w klubie.
Przez połowę tego czasu trenowałam pod okiem Olimpijczyka, człowieka pełnego pasji, człowieka sportu, który na swoim koncie ma wiele sukcesów, nie tylko jako sportowiec, ale również jako trener.
Na Igrzyskach Olimpijskich w Sydney zajął 8 miejsce, a w Atenach był 6. Mistrz Polski w chodzie na dystansie 50km i halowy Mistrz Polski na dystansie 5km. Jeśli jescze nie wiesz o kim piszę to Roman Magdziarczyk. Nauczyłam się od niego wiele, to razem z nim sięgałam jak dotąd po największe moje osiągnięcia, a trochę ich było.


Ale od początku.
W 2011 pojawił się On, nowy trener w klubie. Na treningach dużo nowości, akrobacje i inne ciekawe rzeczy. To pod okiem trenera Romka nauczyłam się robić salto, nauczyłam się pokonywać własne słabości, robić "dobrą minę do złej gry".
Podczas treningów na hali, obok nas ćwiczyli bokserzy i kolega, który uczęszczał na boks zawsze się mnie pytał czy ja na pewno trenuję kolarstwo, bo to co my robimy na treningach to raczej przypomina jakąś akrobatykę. Ale trener powiedział, że musimy być przygotowani na wszytko.
Pierwszy sezon zaowocował w TOP 10 na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży i 3 miejscem na jednej z edycji Pucharu Polski. Zmotywowało mnie to do działania.
Kolejny sezon był bardziej owocny – 2 medale Mistrzostw Polski.
Dwa tygodnie przed najważniejszym startem w ówczesnym sezonie, czyli Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, wystartowałam w trochę innej odmianie kolarstwa jaką jest Four Cross. Oczywiście byli przeciwnicy ale z trenerem uzgodniliśmy, że startuję. Po bardzo zaciętej walce, zdobyłam swój pierwszy medal Mistrzostw Polski – był to brązowy krążek. Mały niedosyt pozostał, ponieważ przed ostatnim biegiem miałam szansę na koszulkę z orzełkiem. Dwa tygodnie później, wiedziałam, że moja forma jest wysoka, że to jest mój dzień. Niewielu na mnie stawiało, ale ja wiedziałam jaką "robotę" wykonałam z trenerem. Już na pierwszym kółku wysunęłam się na prowadzenie, na trasie w Sławnie czułam się bardzo dobrze, do przedostatniego podjazdu, gdzie nie miałam już siły jechać, niestety na ostatnim podjeździe dojechała do mnie Gabrysia, nie miałam już siły finiszować. Na mecie zameldowałam się na 2 miejscu.
Kolejny wspólny medal to brązowy medal przełajowych Mistrzostw Polski.
Następnie w pierwszym roku juniorki razem z chłopakami sięgnęliśmy po brąz podczas Mistrzostw Polski w sztafecie, był to nasz wspólny sukces, nasz i trenera, ponieważ całą czwórkę trenował właśnie trener Romek.
Rok 2015 i Mistrzostwa Polski w Sławnie. Z jednej strony cieszyłam się, z drugiej przypominała mi się od razu olimpiada młodzieży.
Na starcie stanęłam zmotywowana, tydzień przed MP zrobiłam trening wspólnie z trenerem, podczas którego obydwoje byliśmy zaskoczeni moją wysoką formą. Trener ledwo trzymał koło, trochę się pośmialiśmy, dodało mi to pewności siebie.
W Sławnie wszystko się układało po mojej myśli i nawet słońce od rana mocno grzało. Nie starcie byłam kandydatką do medalu, jednak nie wiem czy ktokolwiek obstawiał mnie jako liderkę. Na metę dojechałam jako pierwsza, chociaż nie było tak od początku. Zdobyłam tytuł Mistrzyni Polski!!! Nie, nie to nie tylko ja go zdobyłam, zdobyliśmy go razem! Ja i trener Roman. Dodatkowo uwieńczeniem naszej współpracy był zdobyty -w tym szczególnie ważnym dla mnie nie tylko kolarsko roku-medal Mistrzostw Polski w Maratonie, srebro.
Czy wiecie, że również dzięki trenowi Romkowi jestem brązową medalistką Mistrzostw Polski na rakietach śnieżnych?
Trenerze chciałam podziękować za te wszystkie lata treningów, za litry potu, które dzięki trenerowi wylałam na treningach, ale owocowały one na zawodach. Dziękuję za słowa "Ja zjechałem, ty nie zjedziesz?", wiele zjazdów stało się przez to łatwiejszych. Za ogrom wiedzy jaką mi trener przekazał, za motywację wspólne sukcesy. Dziękuję za wszystko!!! Chociaż wiem, że dziękuję to za mało.
Wiem również, że na tym nie zakończy się nasza znajomość i nie raz jeszcze wpadnę do trenera na trening.

"Weekend w Srebrnej?" czemu nie!

02-11-2016
Spontaniczna decyzja. Jedziemy w góry? Może Srebrna Góra? W sumie, czemu nie.Super trasy, dużo frajdy i można poćwiczyć technikę. Szybkie pakowanie, półtorej godziny drogi i na miejscu.

Przyznam szczerze, że potrzebowałam trochę odskoczni, od tego zabieganego trybu życia, do którego jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Zajęcia na uczelni odbywają się w całkiem innych godzinach niż w liceum, gdzie zazwyczaj chodziło się na 8 a wracało między 13-15, w zależności od dnia tygodnia. Tu, życie studenckie wygląda inaczej, każdy dzień jest inny. Raz wykłady rozpoczynają się o 11, raz o 13, innym razem trzeba wstać rano na ćwiczenia z analizy matematycznej na 7.30, ale za to mam 4 dni w tygodniu wolne. Chociaż czasem zastanawiam się, czy to dobrze? Szczególnie gdy siedzę na uczelni do wieczora.

Ale nie o tym chciałam pisać w tym poście. Pierwotnie miał być to post poświęcony technice jazdy, jednak trochę odbiegłam od tematu. Pomysł do głowy wpadł mi na ostatnim maratonie, gdy warunki wymagały sporo techniki. Mijałam zawodników starszych ode mnie, którzy na podjeździe mieli dużo więcej siły, a ja taka mała dawałam radę i podjeżdżałam. Z góry również radziłam sobie, a większość sprowadzała. Później dostałam wiele słów pochwały za co bardzo dziękuję. Jednak to samo nie przychodzi, to lata ciężkiej pracy, lata jeżdżenia w grupie z chłopakami. Zawsze się śmiałam, gdy ktoś rzucił hasło "Kto nie zjedzie, nie ma jaj!". Średnio mnie to motywowało, ale nie było wymówek, że jestem dziewczyną. Większość zjazdów musiałam zjeżdżać, niestety nie zawsze pokonywałam je tak jak bym chciała.
Dlatego zachęcam wszystkich, do treningów techniki. Jest wiele miejscówek gdzie można wyskoczyć i pojeździć. Tej jesieni odwiedziłam ścieżki w Srebrnej Górze, po raz kolejny w tym roku. Polecam też Rychlebskie Ścieżki i Singltrek pod Smrkem.
Tam byłam, sprawdziłam i mogę polecić.
W tym roku zdecydowałam się na testowanie fulla, który "wybacza" wiele błędów i, na którym można poczuć "wiatr we włosach". Dziękuję Piotrkowi Kurczabowi i Centrum Rowerowy (jakoś tak). Polecam wszystkim również hotel Koniuszy w Srebrnej Górze. Właściciel i obsługa, bardzo mili i do każdego gościa podchodzą indywidualnie. Polska złota jesień w pełni, więc jeśli tylko masz czas to odwiedź Srebrną :)
Wracając do głównego tematu, technikę można ćwiczyć wszędzie. Nawet na asfalcie koło domu, wystarczy próbować jeździć na jednym kole, czy przeskakiwać gałąź, klocek, narysowaną kreskę. Taka praca zaowocuje nawet nie wiemy kiedy. Pamiętajcie: CHCIEĆ TO MÓC;), powodzenia.

Nie ważne jak zaczynasz ważne jak kończysz!

20-10-2016
Początek sezonu nie był zbyt udany, na rzecz egzaminu maturalnego odpuściłam udział w kilku startach. Później ręka w szynie gipsowej, dodatkowo utrudniła powrót do ścigania. 
Wrzesień to już schyłek sezonu, jednak w kalendarzu dwie bardzo ważne imprezy „Maja Race” - impreza znajdująca się w kalendarzu UCI, która ma rangę nieco niższą niż Puchar Świata i UCI Maraton Series, który był również Mistrzostwami Polski.
Ja postawiłam na Mistrzostwa Polski, w sobotę oglądałam zmagania najlepszych – Mai Włoszczowskiej, Jolandy Neff, Gunn-Rity Dahle Flesjaa itd.


A w niedzielę razem z częścią zawodniczek, które ścigały się poprzedniego dnia stanęłyśmy na starcie. Do przejechania było 87km – nie lada wyzwanie. Słońce już o 11 godzinie grzało mocno, zapowiadało się dobre ściganie. Upał, dystans, moje słabości i rywalki, to z tym przyszło mi zmierzyć się na trasie w Jeleniej Górze. Trasę po części znałam, wiedziałam, że będzie ciężko. Jechałam swoje, wiadomo całkiem inne ściganie niż na rundach 3km, tu od startu nie można iść „w trupa” bo szybko za to zapłacisz. Ważne tego dnia było aby odpowiednio się nawodnać, to była podstawa, o której nie zapominałam. To był mój dzień, wszystko szło po mojej myśli, czułam moc tego dnia. Po przejechaniu 60km wysunęłam się na drugie miejsce w swojej kategorii. Podjeżdżając jeden z ostatnich podjazdów znajomy mi krzyknął „Tuśka 3 minuty straty”, szybko w mojej głowie pojawiła się myśl złoto w zasięgu. Ostatnie 20km (chyba) pędziłam, dałam z siebie więcej niż mi się wydawało, że mogę dać. Niestety zabrakło, żeby dogonić starszą rywalkę. Srebro z tych Mistrzostw Polski smakuje jak złoto. Przekroczyłam swoje bariery, co kosztowało mnie długim procesem regeneracji. Był to najcięższy wyścig w tym sezonie, całe szczęście pogoda dopisała ;).
Końcówka sezonu, a tu jeszcze kilka startów. Spontaniczna decyzja o starcie w Pucharze Szlaku Solnego tydzień po MP. Podczas wyścigu stwierdziłam, że tydzień po tak wyczerpującym wyścigu to mało na regenerację. Jednak zawody ukończyłam, na metę dojechałam na 3 pozycji zarówno w Elicie kobiet jak i Orliczkach.
Tydzień później kolejna edycja Pucharu Polski w maratonie, tym razem na terenach, na których trenuję – Ludwikowice Kłodzkie, więc czemu nie wziąć udziału. Oczywiście podjęłam wyzwanie, w pionie dużo, więc ciekawie a raczej ciężko. Kilka fajnych zjazdów, niestety tłum na trasie nie pozwalał na to żeby poczuć „flow” i trzeba było kombinować. Wynik powiedziałabym przeciętny 5 miejsce w Elicie kobiet. Jednak wiedza jaką zdobyłam oraz to jak mój organizm reagował, to dobre doświadczenie.
Ostatni wyścig – Bike Maraton Świeradów Zdrój. Zawsze kiedy tam startowałam, pomimo późnych terminów, było ciepło, chociaż optymalnie. Niestety w tym roku na trasie leżał śnieg, który mnie pokonał. Na 13km wywróciłam się, obiłam sobie cały prawy bok, ledwo co się pozbierałam, ledwo co kręciłam nogą. Dopiero po około godzinie jazdy po upadku zapomniałam o bólu, temperatura zrobiła swoje – wszystko się dobrze schłodziło. Jeden ze zjazdów zasługuje na pochwałę dla organizatorów, super techniczny zjazd, dużo błota, które pokrywało niewidoczne korzenie – trzeba było być czujnym. Dziękuję wszystkim, którzy nie robili problemu podczas wyprzedzania. Rozjazd Mega – Giga, jeszcze ciepło więc nawet nie było chwili zawahania, na który dystans jechać. Jak to powiedział jeden ze znajomych „Twardzielki wybierają Giga”. Tak więc z taką myślą wjachałam na drugą rundę. Niestety na 50km zrobiło się tak zimno, że zastanawiałam się jak dojadę do mety. Całe szczęście ruszałam rękoma i dałam radę, chociaż dawno tak nie zmarzłam. Na mecie zameldowałam się druga wśród kobiet. Dało mi to 5 miejsce w klasyfikacji generalnej Bike Maratonu. Szczerze mówiąc, założenie na ten rok było żeby wystartować w kilku edycjach, nie spodziewałam się, że zajmę miejsce w TOP 5.
Sezon się skończył, forma również, najgorsze jest to, że zdrowie też, ale dobrze że teraz a nie we wrześniu...